środa, 9 kwietnia 2014

Linnea na kwiecień



O Linnei pisałam już tu.
W tym miesiącu ta urocza dziewczynka podpowiada, jak można stworzyć własną działkę i nie trzeba być w posiadaniu ziemi (w sensie terytorialnym), wystarczy donica i balkon/parapet.


Zaczęliśmy od przygotowania nawozu. Kruszone skorupki jajek. Nie wiem, czy są korzystne dla naszych roślin, ale mają w sobie dużo związków mineralnych i z tego, co wyczytałam dobrze służą pomidorom.
Zbierałam skorupki z myślą o stworzeniu pomocy Montessori, która by polegała na młóceniu ich w moździeżu. Moździeża jeszcze nie zorganizowałam, więc radziliśmy sobie w następujący sposób:



Następnie dzieci wymieszały powstały "nawóz" z glebą (zwracam uwagę na pojawienie się dodatkowej pary rąk):
Pomocna dłoń Cioci Martusi okazała się nieodzowna zwłaszcza w następnych etapach pracy. Dzięki niej udała mi się dokumentacja przedsięwzięcia.
Wyznaczanie ścieżek pomiędzy grządkami:
Przystępujemy do wysiewu:
Gotowe! 
Dzieciom bardzo się podobało. Ciekawe, czy będą im smakować plony.
Taki własny kawałek ziemi niesamowicie działa na wyobraźnię. U Linnei, w książce, rezyduje ogrodnik i małe króliczki. Róża stworzyła ogród dla baletnicy(musimy wykombinować jakąś, chociaż zastanawiam się czy nie podsunąć jej innej postaci, z jednej z ulubionych książek. Myślę, że słonikowi Pomelo mogłoby się tu dobrze mieszkać).
Teraz będziemy musieli tylko trochę poczekać, aż działki się rozrosną.
"Żołnierzyki się już bardzo niecierpliwią". Nie dziwię im się, myślę, że w koszarach Tolka czeka ich niezły trening.

2 komentarze: