Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rok z linneą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rok z linneą. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 września 2014

Ostatni tydzień lata...







...był taki piękny i słoneczny!
Korzystaliśmy z niego garściami. Było nam wakacyjnie, mimo tego, że byliśmy w domu i najbliższej okolicy. Odkryliśmy nawet jedno piękne miejsce za miedzą, o którym jeszcze napiszę.
Aranżowaliśmy różne aktywności na balkonie, między innymi posiłki.



Podczas jednego z nich dzieci postanowiły coś zrobić z ich marniejącymi już "ogródkami". Zasadziły kukurydzę, na następny rok.



W miłym towarzystwie wybraliśmy się do skateparku. Byliśmy tam rano w środku tygodnia, więc niemal cały czas skatepark był na naszą wyłączność. Dzieci fantastycznie spędziły czas. Trening deskorolkowo-rowerkowy bardzo szybko zamienił się w przygody księżniczek i piratów.
A ja pierwszy raz tego roku spiekłam się od słońca:) Dwa dni mnie szczypała twarz!




Ach, chyba jeszcze nie jestem gotowa na pożegnanie z latem, jakoś za szybko minęło...

wtorek, 5 sierpnia 2014

zupa z pokrzyw


Tę zupę robiliśmy już chyba ze dwa tygodnie temu.
Ostatnio nie jestem na bieżąco z moimi wpisami, bo bardzo rzadko mam dostęp do komputera na którego potrafię zgrać zdjęcia.
Tak jak w opisie, na powyższym zdjęciu, zupę należy robić z młodych listków pokrzywy, dlatego Linnea (którą już przedstawiałam tutu) proponowała ten przepis w maju. Z tego, co wyczytałam w innych źródłach, takie starsze liście (dostępne w naturze obecnie) są łykowate. My mieliśmy młode pokrzywy lipcowe, które nam niespodziewanie wyrosły w naszych ziołowych ogródkach balkonowych. Jednak nic straconego, podobno wystarczy podciąć gąszcz pokrzyw, aby po kilku dniach odrosły nowe liście. Poza niewątpliwą atrakcją jedzenia zupy z parzącej rośliny, przy której szykowaniu wydzielało się dużo adrenaliny, warto jej też spróbować ze względu na walory smakowe i oczywiście odżywcze. Pokrzywy są bowiem bogatym źródłem witamin i minerałów.
Nasza zupa była inspirowana przepisem Linnei, ale nieco zmieniliśmy recepturę.

Najpierw wspólnymi siłami zerwaliśmy listki, starając się nie poparzyć rąk, a jeśli nam się nie udawało, pocieszaliśmy się, że to samo zdrowie. Byliśmy bardzo dzielni:


 Następnie zabraliśmy się za obieranie włoszczyzny (bo jak tu się posiłkować kostką rosołową, skoro świeże warzywa są już na wyciągnięciu ręki):













Potem oczywiście kroiliśmy (każdy jak potrafi):




 Umyliśmy pokrzywę:




i ziarenka amarantusa (można pominąć ten składnik, albo użyć dowolnej kaszy np.jaglanej):





 Dzieci pokroily liście sparzone wrzątkiem:


 Tolo na wszelki wypadek używał dwóch noży:



Pokrojone warzywa podsmażyłam na maśle klarowanym i zalałam wrzątkiem. Dodałam ziarno amarantusa, pokrojone pokrzywy i posoliłam do smaku. Gotowałam do miękkości:










 Voila!
 Zupa gotowa!



Ilość wyszła nam oczywiście symboliczna, nie najedliśmy się. Róży i mi zupa bardzo smakowała...reszta...hmm miała mieszane uczucia...
W każdym razie trzeba było gotować szybko drugie danie, a skoro miałam tak wspaniałych pomocników pod ręką poprosiłam ich jeszcze o pomoc przy fasolce szparagowej:


A to nie koniec!
Udało nam się przyrządzić jeszcze napój, który smakował już wszystkim, lemoniadę pokrzywowo-miętową:
















 Ponieważ Róży się nieco chlusnęło soku z cytryny dosłodziliśmy napój miodem:

Ponieważ dosładzaliśmy lemoniadę miodem nie obyło się bez degustacji tegoż składnika:


Polecamy pokrzywy!

środa, 21 maja 2014

środa, 9 kwietnia 2014

Linnea na kwiecień



O Linnei pisałam już tu.
W tym miesiącu ta urocza dziewczynka podpowiada, jak można stworzyć własną działkę i nie trzeba być w posiadaniu ziemi (w sensie terytorialnym), wystarczy donica i balkon/parapet.


Zaczęliśmy od przygotowania nawozu. Kruszone skorupki jajek. Nie wiem, czy są korzystne dla naszych roślin, ale mają w sobie dużo związków mineralnych i z tego, co wyczytałam dobrze służą pomidorom.
Zbierałam skorupki z myślą o stworzeniu pomocy Montessori, która by polegała na młóceniu ich w moździeżu. Moździeża jeszcze nie zorganizowałam, więc radziliśmy sobie w następujący sposób:



Następnie dzieci wymieszały powstały "nawóz" z glebą (zwracam uwagę na pojawienie się dodatkowej pary rąk):
Pomocna dłoń Cioci Martusi okazała się nieodzowna zwłaszcza w następnych etapach pracy. Dzięki niej udała mi się dokumentacja przedsięwzięcia.
Wyznaczanie ścieżek pomiędzy grządkami:
Przystępujemy do wysiewu:
Gotowe! 
Dzieciom bardzo się podobało. Ciekawe, czy będą im smakować plony.
Taki własny kawałek ziemi niesamowicie działa na wyobraźnię. U Linnei, w książce, rezyduje ogrodnik i małe króliczki. Róża stworzyła ogród dla baletnicy(musimy wykombinować jakąś, chociaż zastanawiam się czy nie podsunąć jej innej postaci, z jednej z ulubionych książek. Myślę, że słonikowi Pomelo mogłoby się tu dobrze mieszkać).
Teraz będziemy musieli tylko trochę poczekać, aż działki się rozrosną.
"Żołnierzyki się już bardzo niecierpliwią". Nie dziwię im się, myślę, że w koszarach Tolka czeka ich niezły trening.