sobota, 15 marca 2014

idzie wiosna, idzie nowe

Wczoraj u dzieci w pokoju, za sprawą ich Taty, pojawiły się takie półki.
Już długo czekały na powieszenie, potrzebowaliśmy do tego większego przemeblowania(zamieniliśmy się z dziećmi na sypialnie).
Nie są to zwykłe półki, no może teraz jeszcze są, ale mam nadzieję, że już niedługo nie będą...
Już od dłuższego czasu, przy dużym wsparciu ze strony mojej Mamy,  "pracuję"(intelektualnie i praktycznie) nad tym jak je zapełnić...
Z pomocą przyszedł też sklep kabum, inspirujący i "w temacie", który zorganizował warsztaty Montessori.
Dziś,poza niewątpliwą atrakcją wyrwania się z domu bez dzieci na całe 4 godziny (dzieci w tym czasie były z Tatą na turnieju rycerskim), miałam okazję uczestniczyć w interesującym i pouczającym spotkaniu.
Warsztaty prowadziły, dwie bardzo miłe Panie ze Stowarzyszenia "Montessori bez granic", Magdalena Kania i Joanna Szymańska, na co dzień pracujące w przedszkolu "Słonecznik". W krótkim czasie przedstawiły nam esencję teorii pedagogiki Montessori, jak można wprowadzać jej elementy w domu i pokazały jak tworzyć pomoce, i jak z nimi pracować.

Pani Zuzanna, uczestniczka warsztatów, na własnej skórze uczy się, jak prezentować dzieciom materiały metodą trójstopniową
Pani Magdalena i Pani Joanna w lekkim pośpiechu, ale bardzo dokładnie starały się pokazać nam wszystko, co przygotowały.

Ech, jak dla mnie było super, mam nadzieję na zrobienie szerszego kursu Montessori w przyszłości, ale ten był mi teraz bardzo potrzebny, żeby ułożyć, to co mam w głowie z wiedzy(myślę, że jeszcze dosyć chaotycznej), którą sobie zgromadziłam przede wszystkim z internetu i obserwacji, jak to działa w Fundacji Sto Pociech(gdzie moje starsze dzieci raz w tygodniu biorą udział w zajęciach i z górskich szkół Sawickich, które raz na jakiś czas odwiedzamy). Dobrze było porozmawiać z praktykami, z tego co słyszałam, z najwyższej półki.
Po zakończeniu kupiłam kilka gadżecików w sklepiku i musiałam gonić rodzinę. 
Odbyłam ekscytującą podróż z Pl.Wilsona na Krakowskie Przedmieście (zdobywanie biletu; odkrycie, że niektóre autobusy zniknęły, pojawiły się jakieś inne...panta rhei), a mimo nieciekawej pogody, udało mi się jeszcze spotkać Wiosnę!

Niesamowite, że odrażające badyle, z dnia na dzień dokonują takich niezwykłych metamorfoz, jeszcze wczoraj na naszym przydomowym pl.zabaw nie było ani jednego pączka, ale może w Warszawie jest jakoś cieplej.

poniedziałek, 10 marca 2014

Uwaga! Eksperyment!

soda oczyszczona, ocet, woda, cytryna, strzykawka + dowolność (to główne zadanie dla mnie, żeby nie narzucać mojej wizji przeprowadzenia eksperymentu).
*przy okazji trenujemy małą motorykę u Pana, który nie lubi rysować.


po wymieszaniu wszystkich składników Tolo podjął rozmowę o tym, co właściwie stworzył, doszliśmy do wniosku, że to chyba świetny płyn czyszczący.
znaleźliśmy odpowiednią buteleczkę, niestety przelewanie w ten sposób było za ciężkie dla naukowca i strzykawka nareszcie znalazła swoje zastosowanie:

pomocny przechył
przyklejanie etykiety
odstawianie w miejsce niedostępne dla młodszych dzieci

niedziela, 9 marca 2014

.

pewien Ktoś powiedział nam rano, że dziś nie powinniśmy być smutni...nie jest to dla nas łatwe, bo chorujemy już od jakiegoś czasu. trudniejsze jest to tym bardziej, że widzimy, co się dzieje za oknem, przez co jeszcze mocniej odczuwamy frustrację uwięzienia w czterech ścianach, ale na pocieszenie dostaliśmy dziś "od słońca" bardzo dużo tęczowych zajączków i nawet siedząc w domu było nam całkiem wiosennie.

"idę dziś do szkoły sztuków, bo tam będę uczyć się baletu.
prawdziwego.
muszę mieć białe rajstopy, bo wszyscy mają białe rajstopy w szkole sztuków"

piątek, 7 marca 2014

mrówkojad

przedstawiam dziś książkę, która zainspirowała Babusię do stworzenia mrówkojada, nowego przyjaciela Stefanita, którego zdjęcie już wcześniej zamieszczałam.
książkę jednego z moich ukochanych wydawnictw, ZAKAMARKI.
"Dziwne Zwierzęta" szwedzkiej autorki Lotty Olsson z ilustracjami Marii Nilsson Thore.
coż, że ze Szwecji?
no wspaniale! jesteśmy wielkimi fanami literatury stamtąd pochodzącej.
jak widać po okładce rozgryzamy tę lekturę z każdej chyba możliwej strony.

Mrówkojad-pierwowzór i tajne notatki Babki-dziergatki:)



mrówkojad wydał się sobie dziwny, co gorsza, zdał sobie też sprawę, że najprawdopodobniej jest dziwniejszy od innych...nie było to dla niego przyjemne uczucie...
jego przyjaciółka orzesznica, prawdopodobnie jedna z najbardziej normalnych zwierząt, chcąc go pocieszyć uzmysłowiła mu, że gdzieś tam na pewno są inni dziwni.
i wtedy powstał pomysł zwołania "konfrencji":
orzesznica podeszła do sprawy informacji w bardzo nowoczesny sposób:



nie będę już zdradzać, co z tego wszystkiego wyniknęło...
jedynie, że  przekaz jest filozofczno-pozytywny i że można się dowiedzieć kilku ciekawostek o "dziwnych" zwierzętach:
albo dowiedzieć się o istnieniu takich, o których się wcześniej nie wiedziało:
a i jedno małe zastrzeżenie(ostrzeżenie) mam do postaci żuka gnojowego, troszkę go cenzurujemy:
polecam dla dzieci w wieku 3+:
choć i mniejsi mogą czerpać przyjemność ze wspólnego czytania:
i obcowania z pięknymi ilustracjami:









środa, 5 marca 2014

poniedziałek, 3 marca 2014

zupa z gwoździami

moja osobista Pippi przyrządza zupę-marzenie z dzieciństwa, która wydawała mi się taka pyszna, gdy idolka z lat młodości wcinała ją, aż jej się uszy trzęsły...
może nie miałyśmy najlepszego przepisu, bo wywar z tych "gwoździ" nie był za smaczny...ale udało się nam uratować same gwoździe, odlewając bulion i dodając sos pomidorowy. reszta domowników nawet się nie zorientowała, że w ich spaghetti nie ma klusek.pychotka.



sobota, 1 marca 2014

dzień tłuszcza

tłusty czwartek spędziliśmy w moich rodzinnych stronach.
zawiało wiosną, więc zrezygnowałam ze smażenia pączków i wzięłam dziatki na spacer, na okoliczne łaki, które niestety nie wyglądają już, jak za mojego dzieciństwa, z roku na rok są coraz bardziej zabudowane...ale i tak jest tam "magicznie'', a dla mnie przede wszystkim nostalgicznie. od razu pojawiły mi się przed oczyma obrazy z przeszłości, jak Babcia Lilka zabierała nas na spacery, opowiadała o przyrodzie, jak zrywaliśmy witki wierzbowe, z których plotła z nami koszyczki. ale najbardziej wzruszyło mnie to, że jak mój pierworodny zobaczył starą wierzbę, zaczął sobie wyobrażać domek na drzewie...no dokładnie, jak ja w dzieciństwie! często kombinowałam, jak by sobie zbudować i urządzić takie mieszkanko na łące.



wiosenne zamiatanie ulicy

zabawa w chowanego pt."tygrysy w szuwarach"